Tatiana (name changed) continues to work despite a hand injury: she needs to manage the flower shop. It was there on July 10 that two visitors attacked her. According to the woman, the conflict started with comments about her shop being «Ukrainian» and ended with an injury and a damaged phone. The woman filed a report with the police and shared with MOST what happened that day.
"Dosłownie dzień wcześniej całkowicie zaktualizowałem wyświetlacze"
Tatiana has been living in Poland for over five years and has already obtained citizenship. In Gdańsk, she owns a business—a flower shop on Grunwaldzka Street.
— Wszystko wydarzyło się dosłownie w ciągu kilku minut, — wspomina wydarzenia z 10 lipca.
Według niej, tego dnia do sklepu przyszła starsza kobieta, która początkowo spokojnie wybierała kwiaty i pytała o asortyment. W tym czasie wszedł mężczyzna, również zamierzający dokonać zakupu. Sprzedawczyni zaproponowała, że obsłuży najpierw mężczyznę, ale on odmówił, mówiąc, że poczeka na swoją kolej.
Tatiana recalls, "The woman suddenly turned to the man and started convincing him not to buy anything here. She said it was a Ukrainian store, that the flowers here were bad and not fresh. Although literally the day before, I received a new shipment and completely refreshed the displays."
The shop owner asked the woman to leave the premises — then, according to the interlocutor, both visitors started insulting her.
— They called me a wh**e, a rag, a Ukrainian. They shouted: «Wypierdalaj na Ukrainę». A man immediately joined in with these insults, — she says.
Następnie oboje wyszli na zewnątrz, ale nadal krzyczeli obelgi. Według kobiety, starsza klientka głośno oświadczyła, że powie wszystkim swoim znajomym, aby nie kupowali kwiatów w tym sklepie, ponieważ "należy do Ukraińców." Mężczyzna wykonywał obsceniczne gesty i również żądał, aby "wróciła na Ukrainę."
The store owner cried.
— It made me very upset. You put so much effort into your work: night trips for goods, working without days off. And then you hear something like that, — she says.
Someone called an ambulance and the police
Chwilę później Tatiana postanowiła wyjść na zewnątrz z telefonem, aby nagrać, co się dzieje, i zebrać dowody.
— I understood that otherwise no one would believe it. I asked them to repeat everything they had just said, — she recounts.
In the recording, a man and an elderly woman accuse Tatiana of telling a client to "get out" (as can be inferred from Tatiana's words, she asked the visitor to leave only after the conflict began)
Mężczyzna, widząc, że jest nagrywany, próbował wyrwać lub wytrącić telefon z rąk Tatiany i, jak twierdzi, mocno skręcił jej ramię, próbując zabrać urządzenie — telefon został uszkodzony, ale nagranie się zachowało. Twierdzi również, że mężczyzna kilkakrotnie uderzył ją w twarz.
Tatiana returned to the store and started crying. Someone called an ambulance and the police. The woman filed a report of the attack.
"Opuściłem Białoruś z nadzieją na życie w kraju, gdzie przestrzega się prawa"
Pomimo kontuzji ręki, Tatyana nadal pracuje.
— Nie stać mnie na wzięcie zwolnienia lekarskiego. Sklep musi być utrzymany, czynsz opłacony, a towary zakupione, — mówi.
After the incident, the businesswoman plans to install surveillance cameras in the sklep.
— I used to believe that people come to a flower shop in a good mood. Now I understand that cameras are necessary, — she admits.
Według kobiety, podczas swoich lat spędzonych w Polsce słyszała ksenofobiczne uwagi, ale po raz pierwszy doświadczyła przemocy fizycznej.
— Opuszczałam Białoruś, mając nadzieję na życie w kraju, w którym przestrzegane jest prawo i panuje sprawiedliwość, — mówi.
Teraz kobieta ma nadzieję, że jej napastnicy poniosą odpowiedzialność. Policja prowadzi dochodzenie w sprawie incydentu.




