Z powodu obowiązującego w Gdańsku od 22:00 zakazu sprzedaży alkoholu w sklepach, w mieście paradoksalnie zyskuje na popularności format „alkoturystyki”. Mowa o turystycznych wyjazdach elektrycznymi meyleksami z nielimitowanym piwem i imprezach na rejsach po Motławie. Te atrakcje są aktywnie promowane na platformach turystycznych i skierowane przede wszystkim do zagranicznych grup, w tym imprez w formacie wieczorów kawalerskich.
Formalnie istnieją ograniczenia w sprzedaży alkoholu, jednak według mieszkańców centrum, na turystyczne formaty ma to niewielki wpływ. Narzekają, że historyczne centrum coraz częściej zamienia się w przestrzeń nocnych rozrywek z hałasem, pijanymi grupami i zmianą zwykłej atmosfery miejskiej
Szczególnie widoczne jest to w centrum Gdańska, gdzie, jak zauważają lokalni mieszkańcy, stopniowo dominuje nie funkcja kulturalna, a rozrywkowa miasta. Mieszkańcy mówią o wzroście liczby pijanych grup turystycznych i wiążą to z rozwojem turystyki wydarzeniowej.
Jeden z mieszkańców opisuje sytuację w ten sposób:
„Zapas piwa na pokładzie meyleksów, muzyka jak na festiwalu, krzyki i pijaństwo podczas jazdy. Całkowita bezkarność w weekendy”.
Skargi dotyczą nie tylko hałasu. Mieszkańcy i przedsiębiorcy wskazują na chaotyczną pracę meyleksów, które utrudniają ruch i blokują ulice:
„Meyleksy ciągle zajmują miejsca do dostaw, do których nie mamy dostępu” — skarżą się przedsiębiorcy z okolicy Starego Miasta.
Władze miejskie przyznają, że problem istnieje. Po konsultacjach społecznych dotyczących Parku Kulturowego Głównego Miasta ponad 90% uczestników opowiedziało się za uporządkowaniem pracy meyleksów. Wśród kluczowych skarg znajdują się chaotyczny ruch, parkowanie i rozrywkowy charakter przewozów.
Urząd miejski zapowiada wzmocnienie patrolowania przez policję i straż miejską, a także rozważa ograniczenie liczby zezwoleń na takie przewozy. Przy tym bezpośredniego zakazu „alkoturów” na razie nie planuje się — kładzie się nacisk na kontrolę i reagowanie na naruszenia porządku publicznego.




