Mieszkańcom Polski przypomniano o nieoczekiwanej stronie systemu kaucji za butelki i puszki: osoby, które zarabiają na zwrocie opakowań, mogą zainteresować się urzędnicy skarbowi. W niektórych przypadkach taki „zarobek” może zostać nawet uznany za pełnoprawny biznes.
Po uruchomieniu systemu media społecznościowe zalały filmy i historie o ludziach, którzy znajdują i oddają cudze butelki i puszki, zarabiając na tym setki złotych dziennie. Wcześniej informowano o mieszkańcu Krakowa, który oddał 4,7 tysiąca opakowań i otrzymał ponad 2,3 tysiąca złotych.
Jednak, jak wyjaśniają eksperci, kluczowym punktem jest pochodzenie opakowań. Jeśli osoba zwraca nie swoje butelki, a zebrane na ulicy, w parkach lub nawet u znajomych, to już może budzić wątpliwości.
Pojedyncze przypadki urząd skarbowy może uznać za dodatkowy dochód. Ale jeśli mowa o systematycznym zbieraniu — z wytyczonymi trasami i stabilnym zarobkiem w kilku setkach złotych dziennie — działalność może zostać uznana za przedsiębiorczą.
„Jeśli to odbywa się regularnie i w sposób zorganizowany, mówimy już o biznesie ze wszystkimi konsekwencjami: rejestracją, podatkami i składkami do ZUS”, — wyjaśnia ekspert podatkowy Piotr Juśkiewicz z InFakt.
Dodatkowym czynnikiem jest przejrzystość systemu. Wszystkie operacje przez automaty są rejestrowane, a operatorzy prowadzą szczegółową statystykę zwrotów.
Obecnie w systemie kaucji znajdują się plastikowe butelki o pojemności do trzech litrów i metalowe puszki do jednego litra — za nie zwracają 50 groszy. Od 2026 roku dołączą do nich wielokrotnego użytku szklane butelki: kaucja za nie wyniesie już 1 złoty.
Przy tym paragon do zwrotu nie jest wymagany, ale opakowanie musi być nienaruszone.



