Polska tenisistka Maja Chwalińska dokonała historycznego przełomu na Roland Garros, zostając wicemistrzynią turnieju i pierwszą kwalifikantką w erze Open, która dotarła do finału kobiecego „Roland Garros”. W obliczu sportowego sukcesu uwagę na Chwalińską zwróciła również historia o jej trudnościach finansowych podczas turnieju — nie miała pieniędzy na nocleg.
Maja Chwalińska przegrała z Mirrą Andrejewą w decydującym meczu Roland Garros, jednak ten wynik stał się dla polskiej tenisistki częścią błyskawicznego przełomu: zaczynając turniej z 114. pozycji w rankingu WTA, awansowała na 21. miejsce, dokonując skoku o 93 miejsca
Wcześniej Chwalińska po awansie do czwartej rundy przyznała, że martwi się o wydatki na dalszy pobyt w Paryżu. Na jej słowa zareagowała polska firma Oshee, ogłaszając, że przedłużyła rezerwację hotelu dla tenisistki i jej matki, aby sportowiec mógł skupić się na grze.
Powodem do dyskusji stały się również jej słowa po jednym z meczów, kiedy 24-letnią tenisistkę zapytano o finansową stronę udziału w turnieju. Chwalińska z ironią odpowiedziała, że ma nadzieję, że środki wystarczą, zaznaczając, że wypłaty nie przychodzą od razu, i w żartach poprosiła „pomódlcie się za nią”
Po tym Oshee — polska firma i sponsor, w tym Igi Świątek — opublikowała post na Instagramie, w którym stwierdziła, że nie zajmuje się rekomendacjami dotyczącymi zakwaterowania, a od razu je rezerwuje. W firmie życzyli sportowcowi powodzenia i podkreślili, że biorą na siebie kwestie organizacyjne, aby mogła skupić się na grze. Zaznaczone zostało również, że wsparcie obejmuje także jej matkę.



