„Kraj przeżywający głęboki kryzys demograficzny sam buduje bariery dla imigrantów, którzy wnoszą wkład w jego gospodarkę, naukę i kulturę. Dziś polskiego obywatelstwa prawdopodobnie nie otrzymaliby nawet Jagiełło czy Batorego” — uważa Krzysztof Adam Kowalczyk, ekspert i kierownik działu ekonomicznego gazety „Rzeczpospolita”.
Przypomina, że w tym roku mija 205 lat od momentu osiedlenia niemieckich sukienników w Zgierzu na mocy decyzji władz Królestwa Polskiego. To wydarzenie stało się punktem wyjścia do burzliwego rozwoju przemysłu tkackiego, w tym w Łodzi. Tak zwany „polski Manchester” powstał dzięki połączeniu wiedzy, pracy i kapitału — niemieckiego, polskiego i żydowskiego.
Na początku XIX wieku Polska aktywnie przyciągała specjalistów z zagranicy. Dziś, w obliczu zmian technologicznych i spadku demograficznego, kraje coraz bardziej konkurują nie tylko o siłę roboczą, ale także o talenty, które mogą stymulować wzrost gospodarczy.
Według eksperta, sprawia wrażenie, że dziś Polska coraz częściej demonstruje imigrantom: nawet jeśli zechcą związać swoje życie z krajem nad Wisłą, droga do pełnoprawnego członkostwa w społeczeństwie staje się coraz bardziej skomplikowana. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji pracuje nad zaostrzeniem zasad uzyskiwania obywatelstwa, a jeszcze surowsze wymagania proponuje prezydent Nawrocki.
Zgodnie z tymi inicjatywami, okres obowiązkowego pobytu przed złożeniem wniosku o obywatelstwo może wydłużyć się z trzech do ośmiu lat według wersji MSWiA i do dziesięciu — według propozycji prezydenta. Planowane jest również podniesienie wymagań językowych z poziomu B1 do B2 (MSWiA) lub nawet C1 (prezydent), a także wprowadzenie dodatkowego egzaminu z historii Polski, wartości konstytucyjnych i podstaw funkcjonowania UE.
Rodzi się pytanie: czy sami Polacy mogliby sprostać takim wymaganiom?
Ekspert zauważa, że podobna regulacja dostępu do obywatelstwa przekształca je — jak w warunkach gospodarki deficytowej czasów PRL — w trudno dostępny „towar na kartki”. Przy tym zadaje pytanie, czy nawet rodowici obywatele, w tym politycy opowiadający się za zaostrzeniem zasad, mogliby pomyślnie zdać egzaminy z historii i ustroju państwa. A biorąc pod uwagę poziom znajomości języka w przestrzeni publicznej, wielu miałoby trudności także z częścią językową. Tymczasem na egzaminie szkolnym z języka polskiego wystarczy zdobyć jedynie 30% punktów.
Osobno Kowalczyk porusza kwestię możliwego związku tych zmian z rosnącą niechęcią do Ukraińców. Jego zdaniem, zaostrzenie zasad może częściowo odzwierciedlać nasilenie nastrojów antyukraińskich, rozpowszechnianych przez kręgi nacjonalistyczne. Nowe wymagania mogą skomplikować drogę do obywatelstwa dla uchodźców, nawet jeśli już uzyskali stały pobyt i postanowili zostać w Polsce. To, uważa, może okazać się ryzykowne dla gospodarki, biorąc pod uwagę, że około 860 tysięcy Ukraińców już dziś wspiera ją w obszarach handlu, gastronomii i budownictwa.
W obliczu pogłębiającego się kryzysu demograficznego, którego nie rekompensują ani programy 800+, ani nawet hipotetyczne 1800+, a liczba ludności może zmniejszyć się z obecnych 37 mln do 28,4 mln do 2060 roku, kluczowym zadaniem powinna być nie izolacja, a integracja przyjezdnych, jest pewien ekspert.
Przypomina, że polska historia sama w sobie jest przykładem udanej integracji. Potomkowie niemieckich sukienników z Łodzi stali się częścią społeczeństwa, podobnie jak wiele wybitnych postaci polskiej nauki i kultury — od Kopernika i Chopina po Bema, Matejkę, Kolberga, Wedla i Unruga.
„Tym bardziej dziwnie obserwować, jak kraj, który dał światu takich „importowanych” władców, jak Jagiełło i Batory, dziś coraz bardziej nieufnie podchodzi do imigrantów. W obecnych warunkach prawdopodobnie nie mogliby nawet rozpocząć drogi do obywatelstwa — nie mówiąc już o wieloletnim pobycie i egzaminach” — podsumowuje Kowalczyk.




