Alexandra ma 33 lata. Dwa lata temu zmierzyła się z trudnym diagnozą — rakiem szyjki macicy. Od tego czasu na leczenie i rehabilitację w Polsce wydano około 100 tys. dolarów. Obecnie kobieta jest w remisji, jednak w jej życiu pojawiły się nowe trudności, Alexandra była zmuszona otworzyć zbiórkę funduszy, aby poradzić sobie z problemami, pisze MOST.
Aleksandra and her family have been living in Gdańsk since 2021. After 2.5 years since their move, during a routine gynecological examination, the Belarusian woman was diagnosed with invasive squamous cell carcinoma of the cervix at stage 2b. At that time, all of the family's savings, as well as funds provided by relatives, friends, and concerned individuals — totaling nearly $90,000 — went towards fighting the disease.
Wiosną 2024 roku u Aleksandry odkryto przerzuty — i musiała powtórzyć leczenie. A już jesienią pozostało wykonać ostatni krok — przejść terapię adjuwantową, aby zapobiec dalszemu przerzutowaniu i nawrotowi. Terapia składała się z czterech kroplówek jedynego odpowiedniego leku Vegzelma. Na terapię Białorusinki wtedy zebrano jeszcze 40 tys. złotych.
Leczenie Aleksandry pomogło. Teraz jest w remisji. Badania Białorusinka przechodzi w ramach ubezpieczenia zdrowotnego co pół roku — oddaje próbki, odwiedza ginekologa i wykonuje PET/CT — pozytonową tomografię emisyjną, która pozwala ocenić ryzyko nawrotu
„Pracowali razem, jedli razem, robili zakupy razem. A my z dziećmi — w sąsiednim pokoju”
Ostatnio Aleksandra zmierzyła się z nowymi trudnościami życiowymi — problemami w relacji z mężem. Według słów Białorusinki, mężczyzna był niezadowolony z wysokich wydatków na kosztowne leczenie i nawet proponował, aby odłożyć zakup leków „na lepsze czasy”. Kiedy jednak zaczęła leczenie, wydawało jej się, że mąż pozostaje obojętny. Po zabiegach i kroplówkach sama zajmowała się dziećmi, w tym gdy mąż szukał nowej pracy i przez około miesiąc był w domu.
Napięcie między małżonkami stopniowo rosło. W końcu Aleksandra podjęła decyzję o rozwodzie i poprosiła męża o wyprowadzenie się. On nie miał nic przeciwko, jednak nie spieszył się z przeprowadzką. A wkrótce zaprosił do siebie znajomego, podczas gdy ten szukał nowego mieszkania.
Relacje ze znajomym dodały Aleksandrze stresu.
— On się ze mną nie witał, nie rozmawiał. Miałam wrażenie, jakby mieli swoją rodzinę — rozwiązywali jakieś tam sprawy, pracowali razem, jedli razem, razem kupowali jedzenie. A my z dziećmi w sąsiednim pokoju — jak dodatek do pomieszczenia, — opisuje swoje odczucia Białorusinka. — Myślałam, że będzie mieszkał miesiąc i się wyprowadzi. W efekcie mieszkał z nami rok.
Niezaproszony sąsiad, choć nie stał się przyczyną problemów, to zdaniem Aleksandry, pogorszył konflikt między małżonkami
„Dzieci poszły do przedszkola, a kiedy wróciły, jego rzeczy już nie było”
W końcu Aleksandra osiągnęła swoje — mężczyźni zaczęli przygotowywać się do przeprowadzki
Rozumiejąc to, próbowała dojść do porozumienia z mężem w sprawie dalszego utrzymania dzieci i chciała sformalizować ustalenia u notariusza. Małżonek się zgodził, ale plany pokrzyżował odmowa notariusza.
Mężczyzna zmarł w dniu urodzin Aleksandry.
— To był wspaniały prezent, — ironizuje. — Wyszedł z mieszkania — i zablokował mnie we wszystkich możliwych komunikatorach. Nie pożegnał się z dziećmi. Poszły do przedszkola, a kiedy wróciły wieczorem, jego rzeczy już nie było.
„Policzyłam i podzieliłam na dwa”
Zakładając taki rozwój wydarzeń, Aleksandra jednak postanowiła się zabezpieczyć. Miesiąc wcześniej na płatnej konsultacji prawnik wyjaśnił kobiecie, że w Polsce można wnieść pozew o alimenty na utrzymanie rodziny, nawet będąc w małżeństwie.
— [Adwokat] urged me to file for alimony, — says the interlocutor.
Jednak zatrzymała się na wniosku o alimenty na dzieci, aby „uniknąć niezadowolenia męża”. Samodzielnie sporządziła wniosek, w którym opisała swoją historię, dołączyła zaświadczenie z urzędu pracy, dokumentację medyczną oraz paragony na utrzymanie dzieci.
— I calculated everything and divided it by two, which means the lawsuit did not state that he is to provide 100% for the children's maintenance. It was fairly divided 50 to 50, — says the Belarusian woman.
Posiedzenie sądowe jeszcze się nie odbyło. Jednak sąd już zobowiązał męża Aleksandry do utrzymywania dzieci w okresie przedsądowym — w Polsce to standardowa praktyka. Zgodnie z postanowieniem, mężczyzna ma płacić 3 tys. złotych miesięcznie. Jednak, według słów Aleksandry, przez trzy miesiące otrzymała 595 złotych. Zwróciła się do komornika, aby wyegzekwować od męża powstałe zadłużenie, ale na razie nie otrzymała odpowiedzi.
Małżonkowie nie mieszkają razem od roku. Niedawno mężczyzna w prywatnej korespondencji zażądał od Aleksandry podziału opieki nad dziećmi 50 na 50. Kobieta kategorycznie się nie zgadza.
„Żyliśmy z dziećmi przez cały rok na granicy ubóstwa”
Na początku 2026 roku właścicielka mieszkania, w którym Aleksandra mieszkała z dziećmi, poprosiła o wyprowadzenie się. Białorusinka przyznaje, że po rozstaniu z mężem nie udawało jej się płacić za wynajem na czas. Właścicielka przez długi czas miała zrozumienie, ale była niezadowolona.
— W naszej umowie jest zapisane, że może nas eksmitować w ciągu trzech dni, jeśli [za wynajem] nie zapłacimy na czas, — mówi Białorusinka. — Nigdy nam tym nie groziła, jest dość dobrą kobietą. Ale ją też można zrozumieć.
Nie udało się Alexandrze wyprowadzić w ustalonym terminie, ponieważ wymagało to dużej sumy pieniędzy: spłaty za poprzednie mieszkanie, przewozu rzeczy, a także opłacenia czynszu i kaucji za nowe lokum
— I did not have the opportunity to save such an amount, because for the whole year we lived with the children on the brink of poverty, — says the Belarusian woman.
Udało się jednak przeprowadzić — dzięki pomocy ludzi, którzy odpowiedzieli na prośbę na Facebooku. Jednak Aleksandra wciąż ma dług za poprzednie mieszkanie. Właścicielka wystawiła rachunek na 4400 złotych za malowanie ścian.
„There was no possibility to pay 300 zł for the visit”
Na tle wszystkich wydarzeń zdrowie i stan moralny Aleksandry mocno się pogorszyły: straciła apetyt i pojawiła się bezsenność. Białorusinka zwróciła się o pomoc do lekarza w ramach bezpłatnego ubezpieczenia zdrowotnego — przepisano jej leki.
Jednak, według słów Aleksandry, lek jej nie odpowiadał. Dobór odpowiedniego leku i dawki to kwestia czasu, ale z powodu długich kolejek do bezpłatnych specjalistów proces leczenia znacznie się wydłuża. Na nową wizytę udało jej się dostać dopiero po 2,5 miesiąca.
— W zasadzie mogłam pójść do lekarza za miesiąc, aby skorygować leczenie. Ale nie miałam możliwości zapłacenia 300 złotych za wizytę, — mówi Białorusinka. Dlatego poprosiła o pomoc przez BySol.
„Nie było czasu na odpoczynek”
Kobieta podkreśla, że ponieważ dzieci są jeszcze małe — najmłodsza córka ma zaledwie cztery lata — ich wychowanie spoczywa całkowicie na niej, co nie pozwala na chwilę wytchnienia
Obecnie Aleksandra jest zarejestrowana w urzędzie pracy jako osoba bezrobotna. Nie otrzymuje zasiłków, jednak administracja (urząd) częściowo sfinansowała nostryfikację białoruskiego dyplomu. Teraz Białorusinka czeka na orzeczenie.
Oprócz tego, Aleksandra już otrzymała ofertę stałej pracy, ale z potencjalnym pracodawcą umówili się, że muszą poczekać na kartę pobytu, której wydanie trochę się opóźnia. Z powodu braku dokumentu nie mogła złożyć wniosku o zasiłek na dziecko na nowy okres.
— Nie było czasu na odpoczynek, poczuć, że wyzdrowiałam — „Hurra!” Z jednego problemu płynnie przeszłam do drugiego. Mam takie wrażenie, że problemy, które zaczęły się 3,5-4 lata temu — tak się nie kończą, — mówi Białorusinka.
Wsparcie dla Aleksandry można znaleźć tutaj. Jeśli przekazanie środków przez Bysol uważasz za niebezpieczne, Aleksandra umieściła na swoich mediach społecznościowych dodatkowe dane kontaktowe do pomocy:
Blik: +48 791 547 275 (Aliaksandra Kruk)
Revolut: LT60 3250 0370 8648 5162 (Aliaksandra Kruk)
PayPal: sanechka147@gmail.com




