Oszust działa według prostej schemy: prosi o niewielką „pożyczoną” kwotę na bilet, powołując się na problemy z kartą. Opowiada wzruszającą historię i najczęściej wybiera na ofiary nastolatków lub osoby starsze. Po tym znika. Zazwyczaj chodzi o kwoty 100–200 złotych, dlatego wiele osób nie zgłasza tego na policję.
Niedawno ofiarą padł 16-letni chłopak z Sopotu. Jego matka opowiedziała, że syn czekał na pociąg do Warszawy, kiedy podszedł do niego mężczyzna w wieku 30–40 lat — dobrze ubrany i uprzejmy. Przekonywująco wyjaśnił, że ma problem z Revolutem i poprosił o pieniądze na bilet. Naciskał na emocje, mówiąc, że jego dziewczyna będzie zła. Nastolatek uwierzył: miał zdjęcia dokumentów mężczyzny, numer telefonu i obietnicę zwrotu pieniędzy przez BLIK.



Chłopak wypłacił 150 złotych z bankomatu i przekazał je nieznajomemu. Ten zniknął. Następnego dnia nie udało się z nim skontaktować — telefon był wyłączony, nikt nie zwrócił pieniędzy
Później okazało się, że dane tej osoby już pojawiały się w grupach poszkodowanych. Według świadków, od dawna działa na dworcach Trójmiasta, oszukując ludzi na niewielkie kwoty. Z powodu małych strat ofiary rzadko składają zawiadomienia
Tym razem sprawa trafiła do policji kryminalnej w Sopocie. Funkcjonariusze ustalają tożsamość podejrzanego i sprawdzają okoliczności. Ich zdaniem, takie schematy są im dobrze znane, a złapanie go to kwestia czasu
Policja apeluje o zgłaszanie nawet drobnych przypadków oszustwa. Jeśli takich incydentów zbierze się kilka, przestępcy mogą grozić poważniejsze konsekwencje
Źródło: https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Naciagacz-od-lat-zarabia-na-dworcach-w-Trojmiescie-Policja-zna-sprawe-n219551.html




