Park na ulicy Tysiąclecia na kilka dni stał się miejscem prawdziwego śledztwa. Mieszkanka zauważyła przywiązane do drzewa stworzenie: to lis czy pies, i zaalarmowała służby. Biedne zwierzę przez dwa dni nie dawało oznak życia. Kobieta zadzwoniła do ekologicznego patrolu.
Na miejsce przybył ekologiczny patrol. Rozpoczęły się poszukiwania „dzikiego zwierza” wśród krzaków. Po kilku minutach „niebezpieczny drapieżnik” został odnaleziony: z ogonem, uszami i całkiem przekonywującą mordką… ale całkowicie pluszowy
Lis okazał się zabawką. Najwyraźniej spędził na drzewie dwa dni w dumnym osamotnieniu, czekając na ratunek, który ostatecznie nadszedł, tylko w nieco innej formie, niż prawdopodobnie się spodziewał
Policjanci podsumowali sytuację z lekką ironią: park uratowany, żadne zwierzę nie ucierpiało, a najbardziej zdezorientowany uczestnik akcji, pluszowy lis, został ewakuowany bez jednego zadrapania.



